Lektury sierpniowe

kullWyniki sierpniowe są tak słabe, że nie warto nawet dzielić posta na dwie części i wklejać odnośników na blogach pomocniczych. Udało mi się bowiem przeczytać zaledwie trzy książki. W dużej mierze jest to wina pory roku, będącej szczytem sezonu w mojej pracy, po odpowiedzialność ponosi też ładna pogoda pojawiająca się raz na dwa tygodnie, oraz fakt, że obkupiłem się w gry komputerowe i zająłem przechodzeniem Banner Sagi i (dość irytującego) Age of Wonders III. Tak więc czytać nie było kiedy.

Owe trzy książki to:

historiajpgHistoria życia prywatnego T2. Od Europy feudalnej do renesansu

Ocena: 8/10

Prawdę mówiąc planowałem lekturę tej książki na długie, jesienne wieczory. Głównym powodem dla którego wziąłem się za nią były przede wszystkim okoliczności przyrody, a dokładniej fakt, że poczta weszła w letni tryb pracy i na pozycję, którą zamierzałem męczyć musiałem czekać prawie do końca miesiąca.

W porównaniu do Poprzedniej Części lektura okazała się mniej interesująca, w dużej mierze za sprawą okresu. O ile lubię starożytność i wczesne średniowiecze, tak średniowiecze pełne trochę mniej mi podchodzi. Znika barbarzyństwo, znikają dekadenckie zwyczaje zaginionych cywilizacji i cała ta witalna prostota, a zastępuje je rozmodlenie, świętoszkowatość i budowniczowie katedr. Nadal jest to bardzo interesujące, choć już nie do tego stopnia.

W książce razi nieco frankocentryzm, tym bardziej, że tytuł sugeruje raczej koncentracje na zagadnieniach ogólnych, co więcej sam dyskurs jest raczej fragmentaryczny. Skacxemy raz do Normandii, potem do południowych Włoch, ocieramy się o Toskanię, by potem znowu zainteresować się analizą utworów literackich, którą umieszczono tu trochę na kredyt. Tak naprawdę nie jest to pełne opracowanie, co raczej luźny zbiór esejów. Mniej jest też planów budynków czy informacji o ich wyposażeniu, niż w poprzednim tomie, choć książka kipi od ilustracji.

Ogólnie jednak nadal jest to bardzo solidny kawał pracy historyka, który można polecić każdemu, kto nie boi się ciężkiej lektury.

Kuchnia żydowska

żydowskaOcena: 8/10

Kolejna z tych małych książeczek od Olesiejuka. Kuchnia żydowska, pomijając wszystkie związane z nią tabu, zakazy i inne bzdety (nie ugotujesz koźlęcia w mleku jego matki, miej oddzielną kuchnię na produkty mleczne, nie popijaj mięsa mlekiem, w świni mieszka Szatan etc.) jest bardzo podobna do polskiej (dokładniej: jedna z kuchni żydowskich, bowiem jest ich kilka) co bynajmniej nie powinno dziwić. W końcu nasze kultury bardzo długo się przenikały. Jest też nawiasem mówiąc jedną z najstarszych kuchni świata, konserwując zwyczaje kulinarne pochodzące jeszcze z czasów biblijnych. Co więcej: supermarketowa natura publikacji w połączeniu z podobieństwem do polskich zwyczajów kulinarnych sprawiają, że 95 procent przepisów jest wykonywalnych w oparciu o zawartość typowego sklepu osiedlowego. Zważywszy na to, że tego typu książki są zwykle tłumaczeniami z angielskiego lub niemieckiego (gdzie mimo wszystko jest inna oferta sklepowa) jest to bardzo dużo.

Kull: Banita z Atlantydy

Ocena: 6/10

kullKull jest literackim przodkiem Conana wymyślonym przez Howarda jakiś czas przed tym, nim wymyślił swą najbardziej znaną postać. Za życia autor opublikował zaledwie trzy opowiadania o tym bohaterze. I prawdę mówiąc nie dziwi mnie to, bowiem ani te opowiadania, ani ten bohater nie są zbyt dobre.

Generalnie Kull jest głupkiem. Dokładniej: Kull jest władcą Valuzji, wywodzącym się z barbarzyńskiego plemienia Atlantydów. Podobnie jak Conan doszedł do pozycji po trupach i „od zera do milionera”, zaczynał jako niewolnik, był zbiegiem, galernikiem, gladiatorem, żołnierzem, dowódcą i na końcu sięgnął po koronę. Nie wywarło to na nim jednak wrażenia i nie nauczyło go niczego. Jako władca zajmuje się więc głównie tępieniem mieszanych małżeństw oraz próbami obrony tronu przed spiskowcami. Prawdę mówiąc trudno dopatrzyć się w nim życiowego doświadczenia i przenikliwości myśli, które mu przypisuje autor. Przeciwnie: zachowuje się jak skończony debil, daje się nabierać na oczywiste sztuczki i oszustwa w rodzaju gadających kotów, wydaje się raczej marionetką wspieraną przez obce ludy, niż tym rzekomym „największym królem, jakiego znały dzieje”. Razi też powtarzalność motywów: w każdym opowiadaniu (oprócz ostatniego, gdzie Kull występuje jedynie gościnnie) mamy w zasadzie to samo: mieszane małżeństwo i spisek celem pozbawienia Kulla tronu.

Większa część tekstów jest niedokończona, albo stanowi szkice, co jednak jest normą w tej serii i nie stanowi podstawy do jej oceniania. Tak naprawdę nie jest to książka, którą czyta się dla przyjemności. To książka, którą czyta się z uwielbienia dla utora.

Fajny jest natomiast klimat Kulla. Imponuje mi wiedza, jaką Howard posiadał o starożytności i wyczucie atmosfery schyłku panującej w czasach, gdy dawne imperia upadały, widać tu wiele analogii do starożytnego Rzymu. Muszę się też przychylić do tezy, że jest to pisarz niesłusznie oczerniany. Uważam, że, gdyby nie strzelił sobie w głowę w wieku 30 lat (czyli takim, w którym de facto zaczyna się karierę pisarską), dziś nikt nie śmiałby krytykować jego twórczości.

Fionnowarski gobelin:

fionavarski-gobelin-b-iext8416197

Podsumuję sytuację na froncie ruską piosenką:

Walka ciągle trwa, dogryzłem się do strony pięćsetnej, przede mną jeszcze osiemset.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Książki, Przeczytane. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s