Top 10 japońskich rzeczy, których w Polsce nie chcę

japonia-pl-ffffff-9Niedawno publikowałem tekst o 10 japońskich rzeczach, które fajnie byłoby mieć w Polsce. Tym razem pora odbić piłeczkę i napisać o 10 rzeczach, których wolałbym w naszym kraju nie uświadczyć.

Po drugie: poprzedni tekst, mimo, że nie wszystkim się podobał okazał się bardzo dużym sukcesem, w szczególności na Facebooku, choć dostał też sporo wejść z Wykop.pl. Jest to bez wątpienia mój najpopularniejszy tekst od momentu wskrzeszenia bloga. Wydaje mi się, że najlepsze, co mogę zrobić to pójść za ciosem. Postaram się więc minimum raz na miesiąc napisać coś dowcipnego, wrednego lub zwyczajnie ciekawego i jednocześnie zahaczającego o japońskie klimaty.

Nie mniej jednak wracając do tematu. Uważam, że w Polsce obejdziemy się bez japońskich:

10) Cen

Generalnie rzecz biorąc Tokio jest 6 najdroższym miastem świata. My w Polsce również nie mamy się czym chwalić, nasza stolica też znalazła się w tym rankingu, na miejscu 46.

Internet jest taką wspaniałą rzeczą, która umożliwia porównywanie cen rzeczy na całym świecie bez ruszania się z domu. Ceny w Japonii są więc różne, w zależności od towaru. Tak więc o ile za wódkę i papierosy zapłacimy mniej-więcej tyle, co w Polsce, tak już za słabsze alkohole czy żarcie już jakieś trzy do pięciu razy więcej. Podobnie niestety wyglądają ceny większości towarów konsumpcyjnych lub pierwszej potrzeby.

Swojsko można poczuć się natomiast na rynku nieruchomości, bowiem koszta mieszkań w zasadzie mamy już Japońskie. W zależności od wielkości mieszkania średni, miesięczny czynsz waha się od 50.000 jenów do 150.000 jenów. Jako, że jeden jen to jakieś 3 grosze łatwo policzyć, że wynosi on od 1500 do 4500 złotych, czyli podobny jest do tego w centrum Warszawy.

Na niekorzyść Japonii działa jednak fakt, że wynajmując mieszkanie powinniśmy zapłacić naszemu najemcy kaucję w wysokości rocznego czynszu. Oczywiście bezzwrotną.

9) Tajfunów

tajfun

Zdjęcie satelitarne tajfunów. Źródło: Wiki Media.

Japonia znajduje się w strefie występowania pacyficznych wiatrów monsunowych i cyklonów. Cyklon w Azji nazywany jest „tajfunem”, siłą przypomina taki, dwa razy mocniejszy, zimny halny, który wieje nieprzerwanie przez tydzień lub dłużej. Nadejście tajfunu wiąże się jednak z dodatkowymi przyjemnościami i efektami specjalnymi, które halnemu nie towarzyszą jak nieustanna ulewa zacinająca poziomo, powodzie, wielometrowe fale i grad. Nadchodzi coś takiego zwykle co roku, a w lata gorsze po kilka razy.

8) Kuchni

Sashimi. Źródło: Wikipedia

Sashimi. Źródło: Wikipedia

Japońska kuchnia bazuje na trzech elementach. Pierwszym z nich jest połączeniu ryżu z miso czyli pastą ze sfermentowanej soi stanowiącą główne źródło białka. Jest to odpowiednik naszych kartofli. Podaje się to trzy razy dziennie: na śniadanie i kolacje (bez dodatków) oraz do obiadu (z dodatkami). Dawniej stanowiło to podstawową strawę biedaków (ryż czasem zastępowano prosem lub nasionami lebiody jak u nas). To jeszcze dałoby się przeżyć, lecz co to za życie?

Drugi element to produkty morskie: ryby, owoce morza i glony. Osobiście lubię ryby, a raczej: lubiłbym je, gdyby często udawało mi się je kupić tanio i dobrej jakości. Niestety wszystko, co pływa w wodzie należy do produktów bardzo łatwo psujących się i przez to trudnych w transporcie. W zasadzie to, jeśli chcemy zjeść dobrą rybę to powinniśmy udać się nad Bałtyk albo jeszcze lepiej: na jakąś wyspę. Japończycy mają o tyle dobrze, że w ich kraju w zasadzie wszędzie jest blisko do oceanu. W Polsce: nie bardzo, a i też Bałtyk nie jest najzasobniejszym łowiskiem świata. Głównie jemy więc mrożonki, a mrożenie ryb niestety je psuje.

Po trzecie: japończycy bazują na naturalnych smakach i świeżości produktów. Typowe dla ich kuchni są więc potrawy albo gotowane bardzo krótko, albo surowe. Nie sushi (które jest poprostu ryżem z dodatkami), ale raczej sashimi (czyli plastry surowej ryby skropione octem ryżowym i sosem sojowym). Poprostu paskudztwo. Co więcej: cenią minimalizm i elegancję, w efekcie czego, podobnie jak w wypadku kuchni francuskiej ich dania są niezwykle pracochłonne, a efekt nie zawsze dorównuje ilości włożonej w produkcję pracy.

Po czwarte i dla mnie najważniejsze: nie używają przypraw. A raczej: używają ich bardzo niewiele. W szczególności zaś pieprzu i papryki chili. Jeśli już coś jest ostre to dzięki wasabi. Jak tak można? Przecież każdy wie (kto nie wie, ten się nie zna), że dobry obiad piecze dwa razy!

Innymi słowy: nic, co trafiałoby w moje chamskie, chłopskie gusta!

7) Stylu życia i pracy

Źródło: Demotywatory.pl

Źródło: Demotywatory.pl

Jeremy Rifkin w swej (interesującej skądinąd) książce „Koniec Pracy” opisuje funkcjonowanie japońskich fabryk samochodów, a dokładniej zamontowanych na nich pasów transmisyjnych. Każdy z pasów ma czerwone światełko, które symbolizuje przestój pracy spowodowany błędem człowieka. Pracodawca oczekuje nie tylko, że praca będzie postępować w odpowiedniej prędkości, ale też, że światełko zapalać będzie się regularnie. Oznacza to bowiem, że pracownik faktycznie wkłada w swoją robotę pełnię sił i popełnia błędy z wycieńczenia.

I tak jest de facto wszędzie. Społeczeństwo japońskie oczekuje od swoich członków, że będą dostosowywali się do tego typu kanonów na każdym kroku. Inaczej jesteś pasożytem społecznym i nie wartym niczego śmieciem. Jest to posunięte do tego stopnia, że np. starszym osobom nie ustępuje się miejsc siedzących w środkach transportu, a one o to nie proszą. Przeciwnie: twardo stojąc udowadniają, że nie są ciężarem dla społeczeństwa.

Innym przykładem jest piętnujące określenie „otaku” które u nas oznacza miłośnika japońskiej animacji (i często też jest pejoratywne). Oryginalnie znaczy ono coś w rodzaju „dziwoląg” i piętnuje każdego, kto marnuje czas na dowolną, nieobowiązkową aktywność. Jeśli więc trzymasz w domu akwarium to w Japonii jesteś „dziwakiem od rybek”. Jest to kraj, w którym wstyd mieć jakąkolwiek pasję. No, chyba, że przypadkiem jest to coś, co rozsławia twój kraj albo firmę na arenie międzynarodowej (lub – jeszcze lepiej – lokalnej, Japończycy bowiem nie lubią gajinów).

Żeby było śmieszniej: Japończycy nie są jedynie narodem, który pożera zranionych (i pasjonatów). Są też narodem, który pożera zbyt silnych. Przy całym swym poświęceniu i dedykacji są bowiem tylko ludźmi i mają ludzkie ograniczenia, których nie da się przeskoczyć. Niemniej jednak wśród ludzi co jakiś czas zdarzają się talenty i osoby, które potrafią w fabryce pracować dużo w fabryce (czy biurze) ciężej niż inni wyrabiając znacznie wyższe normy (aż kipną na serce z przepracowania). Ci też życia nie mają łatwego. Jako, że ponad miarę zawyżają poprzeczkę reszcie są bezlitośnie tępieni.

6) Kultury wstydu

W Europie obowiązuje tak zwana „kultura winy”. W krajach azjatyckich socjologowie piszą natomiast o „kulturze wstydu”. Różnica polega na tym, że Polak, Niemiec lub Francuz, nawet jeśli jest niewierzący odpowiada przed czymś abstrakcyjnym: Bogiem, sumieniem, prawem etc. Rozgrzeszany lub karany jest bardzo osobiście, za to, co zrobił lub czego nie dokonał. Często robimy pewne rzeczy dlatego, że wydaje nam się to właściwe, w przekonaniu, że „będzie nam odpłacone”. I odwrotnie, czujemy winę z tego samego powodu, w przekonaniu, że za złe również będzie nam sprawiedliwie odpłacone, nawet jeśli nikt naszych zbrodni nie widział.

Azjaci inaczej: dla nich liczy się tylko to, jak cię inni widzą. Możesz mordować niemowlęta, a następnie gotować je w krwi ich matek: jest to w porządku, dopóki cię na tym nie złapią. Jednak jeśli zostaniesz pomówiony o to, że nieprawidłowo składasz kołnierzyk swojej marynarki, to twoje życie jest już złamane i powinieneś popełnić sepuku, bowiem okrywasz wszystkich dookoła hańbą.

Niestety kultura wstydu oprócz zatruwania życia społecznego ma też i bardzo szerokie, praktyczne konsekwencje.

5) Medycyny i sądownictwa

To dwie najbardziej odczuwające zjawisko instytucje. Zacznijmy od tego drugiego. Otóż: procent wyroków skazujących w japońskich sądach I instancji wynosi okrągłe 99,9 procent (źródło: Jacek Izydorczyk, „Hanzai znaczy przestępstwo. Ściganie przestępstw pospolitych oraz white-collar-crimes w Japonii”). Oznacza to, że sądy skazują każdego, jak leci, kto zostanie przed nie przyprowadzony. Kij z tym, że jest niewinny! I tak przyniósł hańbę wszystkim dając się zobaczyć w kajdankach! A zawracanie głowy sądu to też powód do dumy nie jest…

Jeśli chodzi o służbę zdrowia, to sytuacja jest bardziej skomplikowana. Otóż: Japońska służba zdrowia ma bardzo dobrą opinię, a zgłaszający się pacjent może liczyć na opiekę. Pod jednym warunkiem: że nie przychodzi do szpitala z jakimś poważnym problemem. Według badań przeprowadzonych w 2007 roku w samym Tokio rocznie zdarza się 14.000 przypadków, że ponad 3 placówki odmawiają przyjęcia pacjenta przywożonego przez karetkę. Rekordzista (70-latek z problemami oddechowymi) zmarł po tym, jak został zawrócony razem z karetką 49 razy (źródło: Associated Press). Podobnie szpitale wszelkie skomplikowane przypadki wolą wysłać za granicę (nawet ze szkodą dla pacjenta) niż leczyć u siebie.

Powód jest prosty: gdyby pacjent u nich (nie daj Boże) kojfnął to przyniosłoby to placówce opinię miejsca, w którym umierają ludzie i straszliwą hańbę.

4) Telewizji rozrywkowej

Bywa tak, że jeden filmik z youtuba starczy za tysiąc słów.

Jak widzimy jest to teleturniej. Jego zasady są proste: zawodnicy odpowiadają na pytania. Jeśli ktoś się pomyli, to pan z lewej strony pierdzi mu w twarz. Dodatkową karą jest fakt, że z każdą błędną odpowiedzią taczka, na której znajduje się pierdziel przesuwana jest bliżej poszkodowanego. W momencie, kiedy uczestnik włoży nos między pośladki osobnika na taczkach odpada z turnieju.

Czy muszę pisać coś więcej?

A tak… O anime. Anime, jeśli pominąć serie dla dzieci leci mniej-więcej w takim samym paśmie jak u nas sensowne filmy i seriale. Czyli w późnych godzinach nocnych.

3) Pornografia

Określenie „wieku przyzwolenia” w Kraju Songo stanowi rzecz skomplikowaną, bowiem istnieją podziały wywołane lokalnym prawem, okolicznościami, przyzwoleniem rodziców etc. Jednakże generalnie powiedzieć można, że wynosi on 13 lat. Jako, że japońska kultura ceni świeżość, nie trudno więc zgadnąć, że właśnie takie panienki są najbardziej cenione.

Oprócz dzieci japończycy lubią jeszcze zabawy za pomocą sznurka i różne krwawe perwersje, dziwne zabawki, pary obojga płci i ośmiornice, częstokroć grane przez węże ogrodowe.

A i uwielbiają brudną bieliznę.

2) Alfabet

kanjiGłówny alfabet japoński stanowi zbiór znaków logograficznych nazywany Kanji. Składa się on z około 85.000 znaków o całkowicie autorytatywnym znaczeniu. Nauczenie się go zajmuje kilka lat i podobnie jak w wypadku innych alfabetów o podobnej strukturze zajmuje kilka lat. Stopniem skomplikowania przypomina ono uczenie się zupełnie obcego języka.

Stopień skomplikowania tego alfabetu jest tak duży, że Japończycy wymyślili dodatkowo dwa systemy zapisu pełniące funkcje pomocnicze, a oparte o zapis sylabiczny. Alfabety te to Hiragana i Katakana. Hiragana służy do zapisu słów japońskich, które nie posiadają znaków w Kanji oraz tłumaczenia wymowy imion i znaczenia znaków rzadko spotykanych. Katakana natomiast służy do zapisu obcych słów, które nie mają jeszcze znaków w języku japońskim.

W sytuacjach gdy to nie wystarcza (a te nie są wcale takie rzadkie) sięga się jeszcze po Romaji czyli alfabet łaciński.

1) Trzęsienia ziemii

Fotografia zniszczeń wywołanych przez trzęsienie ziemi w roku 2005. Źródło: Wiki Media.

Fotografia zniszczeń wywołanych przez trzęsienie ziemi w roku 2005. Źródło: Wiki Media.

Japonia leży w regionie Pacyficznego Pierścienia Ognia, gdzie ziemia trzęsie się niemal codziennie. Wstrząsy mają różną siłę i różny zasięg, tak więc dziennie odnotowuje się ich kilka dziennie. Większość jest mało istotna, a miejscowi nauczyli się z nimi żyć. Czasem zdarzają się wstrząsy duże, bardzo duże, albo katastrofalne, jak ten z roku 2012. Ogólnie rzecz biorąc badania prowadzone na źródłach sięgających do V wieku naszej ery ujawniają, że w historii Japonii miało miejsce ponad 500 dużych trzęsień ziemi (czyli jedno na trzy lata).

Inną atrakcją, związaną z położeniem są wulkany, z których większość jest czynna lub w najlepszym razie drzemiąca (co znaczy, że nie wybuchały w ciągu ostatnich kilkuset lat, ale zawsze mogą zmienić zdanie). W ciągu ostatniego stulecia wybuchały aż 44 z pośród tych aktywnych. Innymi słowy: wesoło tam mają.

My mamy szczęście żyć w regionie, który na szczęście nie jest doświadczany przez katastrofy naturalne. I wolałbym, żeby tak pozostało.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Top listy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Top 10 japońskich rzeczy, których w Polsce nie chcę

  1. Radoslaw Idol pisze:

    A wiek przyzwolenia w kraju Hitlera wynosi 14 lat, i… czemu nikt nie drze szat?

  2. pawel dybala pisze:

    To ja zapytam wrednie – ile z wymienionych aspektów autor zna z autopsji?

  3. poxop pisze:

    emm 🙂 ogolnie z czescia sie zgadzam, jednakze…
    10. ceny – tu sie zgadzam, strasznie drogo.
    9. tajfun – takze sie zgadzam
    8. kuchnia – bzdura, kuchnia japonska jest o wiele zdrowsza i bardziej zroznicowana od polskiej 😛
    7. Styl pracy to efekt roznej kultury. U nas np. stawia sie na to aby ktos umial wszystko sam (cenimy kreatywnosc w Polsce), a tam oczekuja, ze nowy bedzie sie radzil bardziej doswiadczonych zeby zminimalizowac bledy. Przykladowo w japonii jak kogos zatrudniaja, to pierwsze dni obserwuje innych i nic wiecej.
    6. srednio sie zgadzam, bo wiele osob z zachodu tez zaczyna patrzec na to jak postrzegaja nas inni. Niewiele osob ma juz zdanie innych w… nosie. Szczegolnie widac to u gimnazjalistow/licealistow/na studiach gdzie kazdy patrzy na to co powie ktos inny 😉 Co prawda w Japonii jest to nadal szerzej pojmowane, ale… mimo wszystko.
    5. nie znam sie, wiec nie wypowiem
    4. oni maja gre w „dupe” a my „dlaczego ja?”. 😛
    3. na temat pornografii sie nie wypowiem, bo nie znam dokladnego dopuszczalnego wieku w wielu krajach, ale wiem jedno – Polska na tle niektorych krajow wypada gorzej niz Japonia na tle Polski 😛
    2. Kanjii ma 40tys znakow nie 80tys. Ale aby moc czytac gazety po japonsku etc. to wystarczy znac okolo 2200 znakow(nie pamietam dokladnie +/- 50 znakow) – tyle znaja uczniowie po szkole sredniej.
    Druga sprawa, ze nie ma japonczyka ktory zna wszystkie znaki 🙂 Srednio japonczyk zna 3-6 tys znakow (nieco ponad 3 tys na czytanie ksiazek i okolo 6 tys na bardziej rozbudowane/specjalistyczne ksiazki). Wiec te 80 tys. to glupie straszenie i stek bzdur 😛

    „Hiragana służy do zapisu słów japońskich, które nie posiadają znaków w Kanji” to tez bzdura, poniewaz w hiraganie tez sie zapisuje slowa z kanji. Gdy ktos nie umie, to sie pisze w hiraganie dane slowo, co wiecej – gdy ucza sie kanji, to czesto nad znakami sa napisy w Hiraganie.
    Co wiecej – w hiraganie zapisuje sie tez koncowki gramatyczne danego wyrazu w Kanji oraz partykuly.

    1.it’s true. Nie chcialbym zyc w poblizu obszaru sejsmicznego, ale mimo to zamieszkalbym w Japonii 😀

  4. Dono pisze:

    Rany, ale bzdury. Większość informacji zawartych wyżej jest wyolbrzymiona. Mam wrażenie, że autor nie zna większości zagadnień z autopsji.. Szkoda czasu.

  5. Michiru pisze:

    Mieszkam w Japonii i mnie także nauswa sięto samo pytanie co kilku innym osobom tutaj – czy autor zna to z autopsji ?? Mogę na 100% odppowiedzieć, że nie . Spoko wiem, że ten wpis jest „na luzie” ale ktoś przeczyta np. punkt pierwszy i nie będzie brał pod uwagę wyjazdu do Japonii bo to już kolejna opinia w internecie mówiąca , że Japonia jest drogim krajem.
    Otóż tak Tokyo (podaję za przykład Tokyo bo tutaj mieszkam) jest może i 6 razy droższe niż Polska ale…. zarobki są 6 razy większe a czasem o wiele więcej niż 6 …
    Jedzenie natomiast wcale nie jest takie drogi o czym kiedyś pisałam na swoim blogu..
    Tajfuny ? Hmm mnie nie przeszkadzają ale faktycznie w miejscu w któym mieszkałąm w Polsce było spokojniej. Ale nie wiem co by woleli mieszkańcy regionó Polski któych notorycznie nawiedzają powodzie…
    Kuchnia ? Że przypraw nie ma ? To ciekawe czemu nam półek nie starcza na przyprawy któych mąż używa do Japońskich potraw…
    Punkt o stylu życia i pracy przesadzony do granic ale nap[rawdę za długo by wyjaśniać..
    Kultura wstydu owwzem występuje ale nieco pokrętnie to wyjaśniłeś 😉
    Medycyna i sądownictwo? O sądownictwie nie wiem nic więc się nie wypowiem ale o medycynie już tak (jako klientka szpitala) i póki co wcale nie narzekam , nie odsyłali mnie z poważniejszym probleme, wręcz przeciwnie szukali , jedyne co mogę zarzucić to to , że uparcie dawali mi mniejsze dawki leków (jak Japończykom) podczas kiedy ja zdecydowanie potrzebowałąm większej dawki antybiotyku. W końcu dostałam i heja!
    Telewizja ? Rzecz gustu ale wedł€g mnie faktycznie do du*** ;p
    Japończycy wcale nie lubią tych wszystkich pornograficznych perwersji tak z przydziału… po prostu jest do nich otwarty i łątwy dostęp więc jak ktoś lubi to zajrzy jak nie to nie. Oni się z tym nie rodzą, bez obaw ..
    Alfabet to faktycznie mordęga (a dokładniej sylabariusze) ale za to mają shodo! hahah ;p
    Trzeęsienia Ziemi mnie nie ruszają, dopóki nie powtórzy się 11.3.11 .. A tak to jeśli mnieszka się w nowym budynku to nie ma sie czego bać tylko postępować wedł€g instrukcji .

  6. Odnoszę wrażenie, że autor w dzieciństwie trafił na jakiś chory hentai XD Co to warunków przyrody i cen się jeszcze zgodzę, ale reszta to stek bzdur. A najbardziej mnie rozwaliła „telewizja”. =,= Przypominam o polskiej serii „Nieustraszonych”, gdzie przepiękne Polki wcinały baranie jądra lub bawole penisy. 😀 Ogólnie tekst pisany na podstawie wiedzy typowo stereotypowej, autor nie wysilił się, aby chociażby przeczytać jakąś książkę na temat kultury Japonii. Wszystko zebrane z internetowych artykułów, ubarwione i wyolbrzymione. Pozdrawiam. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s