Lektury czerwcowe

Sezon-burz_(1)  W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się przeczytać aż sześć książek, co zważywszy na warunki jest wynikiem bardzo dobrym. Wciąż nie wiem, jak mi się to udało, zważywszy zwłaszcza na fakt, że były tygodnie gdy z roboty wracałem o 22, a wychodziłem do niej o 7 rano. Trzy z nich były powieściami fantasy. Dwie: książkami kucharskimi. Jedna: powiedzmy, że popularnonaukową. Udało mi się też napocząć trzy następne.

Na czerwcową lekturę złożyły się:

Zoldak-i-Zlo-Swiata-_bn35450Michel Moorcock Żołdak i Zło Świata
Miodność: 8/10
Obiektywnie: 6/10

Lucyfer, zmęczony rolą władcy piekieł zawiera pakt z najemnym żołnierzem Ulrichem von Bekiem. Ten ostatni przynieść ma Świętego Gralla, co obydwu zagwarantuje zbawienie.

Moorcock jest klasykiem fantasy, a jego dzieła są bardzo popularne na zachodzie, choć jest to popularność, której źródeł nie rozumiem. Mimo to lektura tej książki mnie zaskoczyła: o ile cykle o Elryku i Hawkmoonie czyta się strasznie ciężko, tak zapoznanie się z wymienioną pozycją przychodzi dużo łatwiej. Być może nie jest to winą autora, a wydawcy. Wymienione wcześniej pozycje zostały bowiem przygotowane przez słynny z kiepskich tłumaczeń Amber, Żołdaka natomiast ukazał się natomiast nakładem wiele staranniejszego Pruszyńskiego.

Książka jest dość typowym, staroszkolnym heroic fantasy, oznacza więc, że opowiada o podróży samotnego, choć twardego, wykonującego quest bohatera, który na swej drodze napotyka liczne przeszkody, walczy z ludźmi i potworami, zjednuje sobie sprzymierzeńców etc. Jako taka stanowi lekturę dość przyjemną, choć niezbyt oryginalną.

Z tłumu wyróżnia ją charakterystyczna, mroczna, by nie powiedzieć: satanistyczna atmosfera. Moorcock, podobnie jak Levis poświęcał swoją twórczość promowaniu własnej filozofii, która jednak, w odróżnieniu od wyżej wymienionego kształtowała się raczej pod znakiem cyfry 666 niż krzyża. Niektórym może to przeszkadzać, nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś uznał, że pozycja ta zagraża duszy jego lub jego dziatwy. Dla mnie jest tylko zmanierowana.

4312584513Poul Anderson Dzieci wodnika

Miodność: 8/10
Obiektywnie: 8/10

Powieść nieco przebrzmiałego już mistrza fantasy i science-fiction tworzącego w drugiej połowie XX wieku. Traktuje o losach dzieci króla wodników, poszukujących swych, wygnanych z Danii egzorcyzmami krewnych.

Podobnie jak w Zaklętym Mieczu i Trzech Sercach I Trzech Lwach także i tu pojawia się motyw zderzenia Krainy Czarów i chrześcijaństwa. Tym razem jednak nie jest on już tylko sygnalizowany, a staje się głównym tematem dzieła. Kraina czarów nie jest już wielka, a jej czas niewątpliwie przeminął, dogorywa więc pokonana. Kończy się czas wodników i elfów, a stopniowo rozpoczyna czas człowieka.

Lektura traktuje głównie o ludzkim okrucieństwie i uprzedzeniach, ale w odróżnieniu od innych utworów o podobnej tematyce nie popada w mizantropie. Przeciwnie, pokazuje też, że istnieje coś takiego jak miłosierdzie. Tak naprawdę zarówno Kraina Czarów jak i Chrześcijaństwo ukazane są sprawiedliwie, jako dwa systemy mające swoje własne wady i zalety, z których jeden zwyczajnie okazał się silniejszy.

I mimo że fabuła obfituje w ponure wydarzenia, a wydźwięk książki jest raczej fatalistyczny ostatecznie kończy się ona dobrze, a zakończenie daje nadzieję.

Ferguson_Cywilizacja_mNial Ferguson Cywilizacja: Zachód i reszta świata

Miodność: 8/10
Obiektywnie: 8/10

Cywilizacja (…) to fascynująca podróż przez pięć wieków sukcesów zachodniej cywilizacji (…). To bogactwo wiadomości i odważne, nie zawsze popularne tezy. A także wołanie o naprawę, ratowanie tego, co stworzyliśmy i przepis na utrzymanie potęgi Zachodu…póki nie jest za późno.

Zdaniem Fergusona potęga zachodniej cywilizacji zależna jest od sześciu „zabójczych aplikacji” którymi są: Rywalizacja, Nauka, Własność, Medycyna, Konsumpcja i etos Pracy. Razem tworzą one mieszankę, której nie są w stanie oprzeć się inne cywilizacje. Prawdę mówiąc połączenie to nie jest niczym nowym, podobne, choć różniące się szczegółami zestawy przygotowywali już i inni badacze. Ze stojącymi za nimi argumentami trudno natomiast polemizować. Jedyny wyjątek, który wydaje mi się dyskusyjny stanowi Medycyna. Dobór argumentów, którymi posługuje się Ferguson wydaje mi się bowiem wyjątkowo nietrafiony. O ile nie da się podważyć wpływu nowoczesnej medyny ani na jakość naszego życia, ani też na podbój innych lądów autor zwyczajnie zbacza z tematu, w efekcie czego ten akurat fragment wywodu powinien raczej nosić tytuł „Zorganizowane ludobójstwo”.

Idąc śladem swoich poprzedników, jak np. Huntington-a (autor Zderzenia Cywilizacji) czy Buchanan (Śmierć Zachodu) Ferguson zauważa niekorzystne zmiany w cywilizacji zachodu: erozję etosu pracy, spadek zaufania dla nauki czy medycyny etc. oraz przechwycenie tych cech przez Konkurentów. Wnioski, jakie wysuwa są jednak zgoła odmienne, nie aż tak niepokojące. Ferguson bliższy jest przekonaniu, że raczej ochrzciliśmy zachodem świat, niż temu, że formuła cywilizacji zachodniej wyczerpuje się. Jesteśmy natomiast nie świadkami zderzenia cywilizacji, zmierzchu zachodu czy końca historii, a raczej włączenia się do gry Konkurentów.

Czy ma racje? Trudno powiedzieć. Niemniej jednak nauka polega na dyskusji i porównywaniu argumentów.

Na osobną wzmiankę zasługuje natomiast tłumaczenie. Niech mi szanowny tłumacz wyjaśni co to jego zdaniem jest „wojna cywilna”?

eb63062d91c42d717c6d9060df03804fOrlando Murrin Pikantne dania 101 sprawdzonych przepisów

Miodność: 6/10
Obiektywnie: 6/10

Taka mała książeczka w twardej oprawie, którą za jakieś 10 złotych kupiłem na wyprzedaży. Zawiera 101 przepisów na pikantne dania, zebrane przez GoodFood Magazine i BBC Books.

Lektura jest ciekawym doświadczeniem, głównie z uwagi na styl gotowania jaki prezentuje. „Weź mrożone klopsiki z supermarketu, cztery gotowe mieszanki przypraw i sos ze słoika”. Bardzo bym powiedział amerykańsko. Albo studencko.

Prawdę mówiąc trochę mnie rozczarowała ta książka kucharska. Osobiście bardzo lubię te małe książeczki od Olesiejuka, pełne kolorowych fotografii i fajnych przepisów z naturalnych składników, miałem więc nadzieję, że konkurencja również się postara. Tym czasem w tej pozycji brak jest pomysłu i myśli przewodniej, przepisy tak naprawdę sprawiają wrażenie dobranych przypadkowo, nieco na odwal się, zdjęcia są średniej jakości, wydrukowane niewyraźnie.

Mimo to niektóre przepisy wyglądają na całkiem zachęcające.

Moje życie nie będzie pełne puki nie spróbuję:
Słodko-ostrego kurczaka z morelami, jagnięciny z migdałami, morelami i miętą oraz gulaszu z owoców morza

kuchnie-swiata-b-iext23218393Mirosława Bernades-Rusin Kuchnia Świata, Kulinarna podróż przez 35 krajów

Miodność: 10/10
Obiektywnie: 8/10

Była strawa dla ducha, była strawa dla umysłu. Pora na strawę dla ciała. W książce tej otrzymujemy ponad 400 przepisów pochodzących z 35 krajów świata. Brakuje kilku, moim zdaniem istotnych państw (np. Polski czy Wielkiej Brytanii) niemniej jednak przekrój jest bliski kompletnemu. Jak łatwo policzyć na każdy kraj przypada zaledwie kilka przepisów, jednak wydaje mi się, że wybór jest reprezentatywny.

Każdy rozdział podzielony jest na kilka etapów. Otrzymujemy więc przepisy na zakąski, zupy, dania główne, jedno lub dwa lokalne danie świąteczne, kilka deserów i lokalne napoje. Przepisy uważam za reprezentatywne, faktycznie oddające najważniejsze i najsławniejsze dania omawianego państwa (choć np. w wypadku Japonii zbyt wiele miejsca poświęcono sushi). Zbiór receptur z każdego regionu poprzedzony zostaje też krótkim, czterostronicowym omówieniem jego tradycji kulinarnych. W omówieniach tych znalazłem kilka błędów merytorycznych, dotyczących jednak nie tyle warstwy turystyczno-gastronomicznej, co szczegółów otoczki historycznej, nieistotnych, jeśli chodzi o naturę książki.

Dyskusyjnym elementem jest natomiast polonizacja dużej części przepisów, zwłaszcza kuchni afrykańskiej, dostosowanych tak, by dało się je przygotować z naszych, lokalnych produktów. Z jednej strony jest to manewr zrozumiały: Afryka to pod względem kulinarnym nadal terra incognita. Z drugiej: może to fałszować wyobrażenie o jej zwyczajach żywieniowych. Trochę dziwnie czytało mi się też o kuchni Konga czy Kuby, krajów cierpiących na niedobory żywności.

Mimo to podsumowanie może być tylko jedno: bardzo fajna lektura.

Moje życie nie będzie pełne puki nie spróbuję:
Czeskiej zupy czosnkowej, francuskiego koguta w winie i koniaku, maltańskiej zupy z pokrzyw, skandynawskiej zupy jagodowej, ukraińskiej juszki z ryb, rosyjskiego chłodnika z kwasu chlebowego, toskańskiego kurczaka po myśliwsku, kurczaka w sosie z orzeszków ziemnych z Kamerunu, marokańskiego tadżin z kurczaka i marynowanych cytryn, rybę w sosie z gorzkich pomarańczy po kolumbijsku i peruwiańskiego kurczaka w coca-coli.

Sezon-burz_(1)Andrzej Sapkowski Sezon Burz

Miodność: 1/10
Obiektywnie: 3/10

O tej książce nasłuchałem się wiele złego. Tak więc:
– Grisznak raz twierdził, że to fanfick, który Sapkowski napisał sam dla siebie, a raz że zwalił napisanie tej książki na ghostwritera.
– SmOOk, że wygląda ona tak, jakby Sapkowski obraził się na CD-Project i postanowił pokazać, kto naprawdę jest AS-em polskiej fantastyki i ojcem Wiedźmina.
– Gimnazjalista z sąsiedztwa, że autor zeszmacił nią grę.
– Baczko w komciach na Poltergeiście: że lektury pożałuję.
– Eire: że zmarnowałem pieniądze.

I wiecie co?

Wszyscy oni mieli rację. Ta książka jest do bani. Może nie aż tak bardzo jak do bani była Żmija, jednak nadal poprawa jest nieznaczna. Pierwszą wadą, jaka wkrada się w książkę jest fabuła. Niestety bardzo wyraźnie widać, że Sapkowski jest autorem, któremu wychodzą jedynie krótkie formy w rezultacie intryga, podobnie jak w Narrenturm jest niestety tylko zlepkiem chaotycznych zdarzeń bez logicznego ciągu.

Jednak tym co naprawdę pozostawia nieprzyjemne wrażenie są dialogi. Andrzej Sapkowski do tej pory uchodził za ich mistrza. Niestety, cięte, momentami bezczelne, pełne zawadiackiego, nieco wulgarnego humoru gadki zastąpione zostały długaśnymi wypowiedziami, w których bohaterowie pierdolą jak stare pierniki po stronę każdy, wtrącając pseudo-mądre makaronizmy i po trzy razy powtarzając ten sam sens innymi słowami.

Co do humoru, to go w książce nie ma. Jest za to sporo sucharów z poprzednich książek i smutnych prób bycia śmiesznym. Najbardziej żałosny jest chyba żart o prezerwatywie.

Wykład o aborcji na początku Sezonu Burz razi naiwnością, jak rozmowa z szkolną katechetką. Wykład o GMO, który pojawia się później w ogóle nie zasługuje na komentarz. W ogóle sceny w instytucie naukowym magów są katastrofalne, stanowią budzący litość banał, do tego źle napisany.

Zabawne za to są próby wybielania świata. W poprzednich wiedźminach jak się pojawiał władca, to od razu był przebiegły, organizacja: skorumpowana, karczma: brudna, kupiec: chciwy. Sapkowski odbrązawiał wszystko, co tylko się dało. Teraz jednak nagle dostaje szału stawiania pomników.

Dobre są sceny walki i zabijania. Podobnie nieźle idzie ze scenami seksu, głównie dlatego, że bohaterowie w ich trakcie nie pierdolą trzy po trzy, tylko ruchają / zabijają się. Udany motyw w książce to także sprawa z lisami. Zasadniczo, gdyby wywalić z książki motyw z magami i kradzieżą mieczy, gdyby pozbyć się wszystkich przypadkowych, zbędnych scen i zostawić tylko lisy, przypadkowy seks i przypadkową przemoc, to książka byłaby materiałem na niezłe opowiadanie. Wiecie: takie Wiedźmin przyjeżdża, bierze zlecenie na zabicie lisów i wdaje w romans z toksyczną czarodziejką, rucha, walczy, rucha, walczy, rucha, walczy, zabiera się do lisów, sprawa kończy się jak kończy, lisica objawia mu, że jego prawdziwą miłością jest Renifer i odjeżdża. Wyszłoby z tego coś pomiędzy Drogą Z Której Się Nie Wraca, a Okruchem Lodu. Gdzieś jeszcze można by wpakować kumpla-wilkołaka, bo w sumie to też była fajna postać.

Ogólnie moje wrażenia najlepiej podsumować słowami piosenki The Show śpiewanej przez niejaką Lenkę:

I want my money back, I want my money back
I want my money back, I want my money back
I want my money back, I want my money back
I want my money back, I want my money back!

A w Lipcu:
– Bogowie Świata Rzeki
– Mroczny Księżyc
– Rotmistrz Pilecki
– Historia sztuki wojennej (jeśli Bóg pozwoli)
– Historia życia prywatnego, tom 2. (choć najpewniej Bóg nie pozwoli)
– i (co bardzo prawdopodobne) rozpocznę atak na Wielką Przeszkodę

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s