Podsumowanie miesiąca: Książki

Maj 2014 całkiem, jak na moje czytelnicze standardy udany. Tym razem udało się pochłonąć 7 tytułów. Jest to wynik wysoko ponad średnią krajową, choć sporo poniżej średniej blogów czytelniczych (które notują zupełnie niewiarygodne wyniki). Dwie lektury należały do ciężkich. Trzy do rozrywkowych. Książki popularnonaukowe i kucharskie zanotowały po jednym punkcie.

W trakcie minionego miesiąca przeczytałem:

352x500

Guy Gavriel Kay „Władca Cesarzy”

Ogólnie:6/10

Miodność:1/10

Znany też jako „główna przeszkoda”. Drugi tom cyklu, który czytałem od października 2012 i który odpowiada za moje ogromne zaległości i potworne stosy książek do nadrobienia. Głównie dlatego, że „dzieło” to czyta się źle (choć i tak jest lepsze od tomu poprzedniego). Wadą książki jest brak wątku przewodniego. Mamy pewną ilość ciekawych postaci: pseudo-bizantyjski cesarz, sfrustrowany mozaicysta z nieudanym życiem, pseudo-perski szpieg, spiskowcy, mistrz wyścigów rydwanów etc. I co? I nico.

Historia tak naprawdę płynie sobie obok bohaterów, a ci co najwyżej ją biernie obserwują pokazując jaja raz czy dwa. Wątki prawie się ze sobą nie wiążą, tak naprawdę intrygi prawie tu nie ma. To bardziej sceny z życia fikcyjnego miasta. Irytuje też jest zwyczaj pokazywania tej samej sytuacji po sto razy, za każdym z oczu innej postaci. Kay dobrze by zrobił odchudzając swoje dzieło o przynajmniej połowę.

O ile wcześniej byłem raczej pozytywnie nastawiony do twórczości autora, tak teraz mam raczej wątpliwości co do jego „cyklów pseudohistorycznych”. Tym bardziej, że czeka na mnie jeszcze „wielka przeszkoda” czy Fionnowarski Gobelin.

352x500bHistoria Życia Prywatnego: Od Cesarstwa Rzymskiego do Roku Tysięcznego” pod. red. Paul Veyne

Ocena:10/10

Miodność:20/10

Co by tu o tym napisać? Po prostu książka naukowa / popularnonaukowa poświęcona życiu w dawnych czasach. Gruba, spasła i zwyczajnie świetna. Nie jest to pozycja lekka, zarówno w przenośni jak i dosłownie (trochę ponad 2 kilo), choć napisana przystępnie… Przy czym „przystępnie” to znaczy w tym wypadku oznacza „trafić można gorzej”. Mimo to myślę, że można ją polecić każdemu kto interesuje się starożytnym Rzymem czy wczesnym średniowieczem. Obejmuje obie te tematyki i analizuje je bardzo dogłębnie.

Poważną zaletą pozycji jest ogromna ilość ilustracji, głównie fotografii stanowisk archeologicznych, zabytków, reprodukcji dzieł sztuki etc. Erpegowcy i osoby pokrewne docenią z pewnością liczne plany i projekty budynków: rzymskich rezydencji miejskich, klasztorów etc.

Generalnie rzecz biorąc pozycja genialna. Żałuje, że nie wpadła mi w ręce kilka lat wcześniej.

352x500aJ. R. R. Tolkien „Hobbit: Czyli tam i z powrotem”

Ogólnie:10/10

Miodność:10/10

Książki Tolkiena mają w sobie coś takiego, że można do nich wracać miliony razy i za każdym znajdować coś nowego. Hobbita przeczytałem po raz nie wiem który, w nagrodę za zebranie się do kupy i wykończenie tego Kaya.

Po pierwsze: nie rozumiem ludzi, którzy narzekają na film, że nie oddaje w 100% książki (powinni raczej narzekać, że jest nudny i przefajniony). Gdyby Jackson chciał oddawać książkę, musiałby stanowić praktycznie pozbawioną dialogów ilustrację do długaśnego monologu narratora. Bo generalnie książka składa się prawie wyłącznie z jego opowieści. Sprawia to, że jest ona dość trudna. Postacie tak naprawdę są jedynie liźnięte piórem i zarysowane bardzo delikatnie, a na każde zdanie trzeba uważać, bo z łatwością można uronić jakiś, istotny fragment. W szczególności jeśli czytało się wiele „dzieł” wyznawców zasady „Show, Not Tell” ciężko ponownie przyzwyczaić się do zwięzłości Hobbita i ogólnie stylu pisarskiego, w którym każde słowo ma znaczenie.

Zrozumieć natomiast mogę narzekania na „cukierkowość” Tolkiena, bo faktycznie, ma on bardzo charakterystyczny, ciepły, tolerancyjny i mądry styl. Z drugiej strony ponownie nie potrafię zrozumieć narzekań na płyciznę psychologiczną jego postaci. Przeciwnie: w przeciwieństwie do większości książek fantasy, które skupiają się na wydumanych problemach podanych skrajnie łopatologiczne w budowaniu postaci, Hobbit dotyka bardzo pospolitych spraw, jak chciwość, zaufanie czy pozycja w grupie. Najważniejsza moim zdaniem część książki to fragmenty po przybyciu do Miasta na Jeziorze, a główne jej tematy to: Chciwość, Bogactwo, Odwaga oraz Smutek Wojny. Widzimy też całą miriadę ludzkich postaw. Thorin i Smaug, którym od kapuchy odpierdala, Biblo dla którego rozsądek i poczucie odpowiedzialności znaczą więcej, niż chęć posiadania złota, Król Elfów, któremu również z chciwości wali na głowę, ale nie na tyle, by wdał się w wojnę o złoto, Bard i jego ludzie, którzy zwyczajnie go potrzebują, żeby przetrwać zimę…

Po drugie: wojna z goblinami. Tolkien należy do nielicznych, mądrych ludzi, którzy potrafią wypośrodkować swoje stanowisko do konfliktów zbrojnych. Z jednej strony rozumie wagę bohaterskich czynów, ceni odwagę i wie, że niekiedy należy swych racji bronić siłą. Z drugiej: nie jest piewcą wojny i bezmyślnego zabijania, nawet złych stworów, jak niejeden inny pisarz fantastyki.

„Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci, nawet bowiem najmądrzejszy nie wszystko wie.”

To w prawdzie cytat z Władcy Pierścieni, a nie Hobbita, jednak bardzo dobrze pasuje on do całej twórczości Tolkiena i oddaje to, o czym mówię.

352x500cBrian Todd Carey „Wojny Średniowiecznego Świata”

Ogólnie:7/10

Miodność:9/10

Bogowie, jak mi brakowało tej tematyki!

Kontynuacja Wojen Starożytnego Świata, niestety IMHO gorsza. Wystarczy spojrzeć na wydawcę, by przekonać się o czym jest książka. Wydawcą jest Bellona, tak więc musi to być coś o dawnych bitwach zawierającego ich omówienia, analizy uzbrojenia i liczne wykresy obrazujące kolejne etapy starć.

Nie będę udawał że książka nie ma wad. Wśród najważniejszych należy wymienić niechlujne tłumaczenie (np. każdy notabl jest w efekcie „hrabią”), luki w wiedzy (np. tło historyczne do Bitwy pod Legnicą autor oparł chyba na rozbiorowych podręcznikach) czy też kontrowersyjny, bardzo anglocentryczny dobór analizowanych bitew. Osobnym problemem jej całkowite pominięcie roli oblężeń, mimo że autor twierdzi iż między XI a XIII wiekiem na 1 stoczoną bitwę przypadało 9 oblężeń.

Z drugiej strony: to jest książka popularnonaukowa i jako taka sprawdza się. W jednym miejscu zbiera rozbudowane opisy ponad 50 bitew (oraz mniej rozwinięte kilkudziesięciu innych) wraz z wykresami, omówieniem uzbrojenia i taktyki. Jest to kopalnia wiedzy. Owszem jest to raczej ruda wiedzowa niż czysty metal (ale to w końcu pozycja popularnonaukowa), którą później trzeba obrobić samemu. Niemniej jednak czytało się ją bardzo dobrze.

166615-352x500dMax Brooks „Zombie Survival”

Obiektywnie:8/10

Miodność: 9/10

Słyszałem kiedyś określenie „artefakt” opisujące obiekty, najczęściej książki (np. przewodniki po fikcyjnych miejscach, księgi religijne etc.) stylizowane na pochodzące z obcych, zmyślonych światów. Nie wiem, czy jest ono prawidłowe, lecz moim zdaniem do książki Brooksa pasuje jak ulał. Zombie Survival jest bowiem tandetnym podręcznikiem przetrwania w świecie, w którym Żywe Trupy są realnym problemem.

Prawdę mówiąc wolałbym nie znaleźć się w sytuacji, w której musiałbym polegać na zawartych w nim radach, bowiem wiele z nich wydaje mi się złych. Np. ja osobiście w pierwszej kolejności siałbym fasolę lub groch, a nie zboża (celem zjedzenia zboża trzeba je najpierw zmielić, a potem upiec chleb, rośliny strączkowe natomiast wystarczy ugotować). Także pomysł palenia zombie ogniem wydaje mi się średni (ciało człowieka to w 70 procentach woda, a woda, jak wiadomo się nie pali). Mimo to takie potraktowanie tematu: poważne, pozbawione silenia się na dowcip oraz stylizacja na prawdziwy poradnik przeżycia podoba mi się bardzo, zaciera bowiem granice fikcji i rzeczywistości oraz zawiesza niewiarę.

Tym co mi natomiast zepsuło lekturę to opisy znanych przypadków spotkania z zombie. O ile same spotkania są całkiem fajnie napisane, tak lekturę psuje trochę wtykanie we wszystko kosmicznych spisków rządowych mających na celu ukrywać istnienie epidemii. Raz, że spisek rządowy jest tematem totalnie oklepanym, dwa, że w wypadku zagrożenia śmiertelnym zarazkiem mającym potencjał do posłużenia jako broń biologiczna mądrzej byłoby nie ukrywać samego faktu jego istnienia, ale przeciwnie: upublicznić ten fakt i wydać broszurki edukacyjne. Trzy, że jeśli to ma być poradnik obrony przed żywymi trupami, to może warto by było dowiedzieć się, jakie są faktyczne procedury postępowania z zarażonymi niezidentyfikowaną chorobą zakaźną oraz ich zwłokami?

352x500eFrancis Joannes „Historia Mezopotamii w pierwszym tysiącleciu przed Chrystusem”

Obiektywnie: 9/10

Miodność: 7/10

Podobno czytanie podręczników akademickich dla przyjemności jest objawem choroby.

Książeczka niewielka, ale jednocześnie bardzo ciężka. Lekturę utrudnia kilka czynników: w pierwszej kolejności suchy styl. W drugiej: specyfika epoki. Książka przenosi nas w czasy tak naprawdę obce, w których trudno szukać odwołań do współczesnej geopolityki, bombarduje nas nazwami dawno zapomnianych krain, ludów o których słuch zaginął i miejsc, które znikły. Oraz skomplikowanymi, trudnymi do zapamiętania imionami. Co więcej przenosi nas w epokę w której działo się aż za wiele, ale często bez głębszego sensu. Niestety czasy niepokojów, z władcami zmieniającymi się co dwa lata, najazdami organizowanymi cztery razy do roku i rzadko przynoszącymi rozstrzygnięcie niekoniecznie są najwdzięczniejszym tematem lektury.

Z drugiej strony: rżnęli się wtedy na miecze. Czego więcej chcieć od książki? Omawiany tytuł jest bardzo porządnym omówieniem bliskowschodniego I tysiąclecia.

Dużą zaletą jest jakość omówienia realiów ekonomiczno-społecznych tego okresu. Szczegółowa choć zwięzła, zrozumiała i przystępna wyglądałaby fajnie w większości RPG-ów. Inspiruje i daje duże pole dla wyobraźni. Wadą (a raczej: wado-zaletą) jest skupienie się na początku tysiąclecia: Imperium Późnoasyryjskim i Państwie Nowobabilońskim. Słabo natomiast omówiono okresy późniejsze: Państwo Partyjskie czy okres hellenistyczny, stosunkowo słabo przebadane.

254186-352x500fEva Balashowa „Sałatki”

Obiektywnie: 7/10

Miodność: 5/10

Książka zawiera 130 przepisów na zdrowe, odżywcze i estetyczne sałatki. Przepisy okraszone są fotografiami. Na moje oko 76 z przedstawionych przepisów da się zrobić bez większych problemów. Reszta wykorzystuje składniki rzadkie, egzotyczne, sezonowe lub niespotykane w sklepach w mojej okolicy (ośmiornice, jagnięcina etc.) przy czym połowa z nich wykorzystuje je jako jeden z wielu składników, a reszta jako składniki główne.

Ogólnie rzecz biorąc książkę kupiłem głównie ze względów edukacyjnych: słabo umiem w zieleninę. Z tych też powodów czytało mi się ją dość ciężko, momentami wręcz z musem. Część przepisów jest trochę wydziwiona. Niemniej jednak przyda mi się w trakcie nadchodzącego sezonu grillowego. Jedną czy dwie sałatki chyba bowiem zrobię dla gości.

A miesiąc czerwiec przyniesie (miejmy nadzieję, że między innymi):

  • Michael Moorcock „Żołdak i Zło Świata”
  • Andrzej Sapkowski „Sezon Burz”
  • praca zbiorowa „Kuchnie Świata”
  • Nial Fergusson „Historia Cywilizacji: Zachód i reszta świata”
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Historia, Książki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Podsumowanie miesiąca: Książki

  1. sm00k pisze:

    O, bez Laumera jednak?

    Dziwi mnie iż dopiero teraz zombiaki Brooksa dopelzły do nadwiślańskiego kraju. Mania na umarlaki powoli dogorywa, a tu taka niespodzianka.

  2. Piotr "Zegarmistrz" Muszyński pisze:

    SmOOk ja poprostu mam stos książek na 2 czy 3 lata do przodu, co moim zdaniem odpowiada na obydwa twoje pytania.

    Jeśli chodzi o Brooksa, to tu jest jeszcze jeden fenomen. Mianowicie u nas wydali go dwa razy. Za pierwszym w okolicach roku 2007 nakładem jakiegoś małego wydawnictwa (Red Horse czy jakoś tak) które szybko zbankrutowało, mimo, że Zombie Survival i Wojna Z sprzedały się dobrze, ale poniżej potrzeb rynku. W efekcie przez kilka lat chodziły one na Allegro za jakieś koszmarne ceny. Za Wojnę Z ludzie wołali 150-200 zeta….

    Rok temu Zysk wydał obydwie książki ponownie. Stąd u mnie takie opóźnienie z ich czytaniem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s