Jak napisać sztampowe fantasy na miarę XXI wieku: Część 1: Założenia ogólne

Sztampowa literatura fantasy kojarzy się (bardzo niesłusznie) z dwoma schematami. Po pierwsze więc książki tego typu opowiadać mogą o barbarzyńskich wojownikach za pomocą siły swych mocarnych mięśni rozprawiających się z kolejnymi wrogami. Po drugie: o drużynach złożonych z elfa, rycerza, czarodzieja i krasnoluda, wszystkich praworządnie dobrych, walczących ze smokami w lochach

Stereotypy te są niestety fałszywe.

Owszem, opowieści o barbarzyńcach i innych wojownikach kiedyś pisano, jednak szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy w moje ręce wpadło ostatnie, porządne Sword and Sorcery. Odnoszę silne wrażenie, że przynajmniej od lat 90-tych się już takiego nie pisze i nie wydaje, a jeśli już, to rzadko, a autorzy Conanów i im podobnego heroic fantasy w większości pomarli. Drużyny występują nieco częściej, ale coraz rzadziej w takim składzie, jak wymieniony. Opisywany stereotyp pochodzi z AD&D, zakrzewił się natomiast w grach i książkach oraz scenariuszach do tego systemu. Poza literaturą na franszyzach był przejściowo popularny w latach 80-tych i na początku 90-tych, ale kto te czasy pamięta? Zresztą, już w 3 edycji Dungeons and Dragons (która też wyszła prawie 15 lat temu) w dużym stopniu z niego zrezygnowano. Obecnie oba typy postaci spotkać można głównie w parodiach.

Oczywiście pisanie parodii, albo książki na licencji też jest dobrym sposobem na napisanie sztampy. Jednak zajmiemy się dziś współczesną, true, hard fantasy. Jak więc napisać sztampową powieść fantasy na miarę XXI wieku?

Przedstawmy kilka wytycznych, którymi powinien kierować się autor, żeby jego książki były kiepskie, sztampowe, nieoryginalne i w ogóle słabe.

a) To jest fantasy, tu wszystko jest możliwe, a cały świat jest taki, jaki go sobie wymyślisz!

Fantasy nie musi niczego przypominać. Pamiętać należy, że współczesne fantasy nie jest spokrewnione z baśnią, nie ma też nic wspólnego z żadnymi mitologiami, systemami wierzeń czy religiami (poza ewentualnie Wicca), nie wdaje się też w dialog z wcześniejszymi dziełami, minionymi epokami lub historią. W całości stanowi oryginalną imaginację autora. To twój świat, wymyśliłeś go samemu, więc możesz wymyślić go cały. Jeśli więc nie wiesz, na czym polega szermierka: wymyśl ją. Jeśli nie wiesz, jakie drzewa rosną w lesie? Wymyśl własne. Jeśli nie wiesz, z czego buduje się statki albo kuje miecze: wymyśl materiał!

Odnoszę wrażenie, że największym wrogiem omawianego gatunku jest podejście „w Fantasy wszystko można wymyślić, więc nic nie trzeba wiedzieć”. Brzmi ono dla mnie jak „skoro bohomazy Picasso mogą być sztuką, to nie trzeba umieć malować”. Tymczasem w rzeczywistości Picasso nie zostałby okrzyknięty geniuszem, gdyby nie posiadał opanowanej do perfekcji techniki…

Tak samo jest z pisarzami. Tym, co cenię jako czytelnik jest ogólna eurydycja autora. Gdy czytałem Egipcjanina Sinuhe tym, co mnie uderzało była ogromna (choć już przestarzała) wiedza Waltariego o zwyczajach starożytnego Egiptu. Gdy czytałem Kapuścińskiego, który naginał fakty, wiedziałem, że mu wolno… Bo był, widział, doświadczył. Trochę przesadzał, ale miał większą wiedzę odemnie. Gdy czytałem Glena Cooka, miałem wrażenie, że facet ten wie coś o życiu żołnierzy. I faktycznie: był komandosem.

Oczywiście wielu wybitnych twórców posługuje się różnego typu zniekształceniami, lub wymyśla nowe elementy. Kapuściński, żeby daleko nie szukać często łączył w jedno miejsca, osoby, przestawiał sceny, lub przekręcał je. Tolkien też wymyślił własne gatunki roślin, minerały, przedmioty, by było cudowniej. Jednak Tolkien był jednym z najwybitniejszych językoznawców swojej epoki, walczył w trakcie I wojny światowej i wychował kilkoro dzieci, natomiast Kapuściński zwiedził świat. Różnica między nimi, a typowym pisarzem fantasy polega na tym, że obaj mieli o czym opowiadać i bez konieczności zmyślania.

Przeciętny pisarz fantasy takiego bagażu doświadczeń nie ma (bo inaczej nie byłby przeciętniakiem). Co więcej: odnoszę wrażenie, że nie ma też internetu, bo nie konfrontuje swojej twórczości z Wikipedią. Nie lubi też korzystać z bibliotek, bo po inne źródła również nie sięga. Jeśli czegoś nie wie, to zmyśla. Np. czytałem kiedyś książkę, której akcja działa się na morzu wśród marynarzy. Autor wiedział, że marynarze są bardzo przesądni, nie wiedział jednak jakie… Więc wymyślił własne…

Albo inną, w której kot wyjadł komuś cebulę. Jest to szczegół, ale tam była masa tego typu idiotycznych szczegółów. Otóż: żaden normalny kot NIGDY nie tknie cebuli, zwłaszcza surowej. Cebula jest dla tych zwierząt trująca, tak samo jak dla psów zresztą.

W jeszcze innej książce inny autor skonfrontował swoje wymysły z Wikipedią i przeprowadził przez las grupę uciekinierów (chłopcy i dziewczęta z niewoli zwiewały, nie miały ze sobą zapasów) żywiąc ich tylko surowymi korzonkami chrzanu. Musieli mieć mocne żołądki…

Oczywiście mało wyrobiony czytelnik nie zauważy tego. Jednak czytelnik, który czytał już kilka książek będzie nieco wiedział o świecie i podświadomie porównywał swoją wiedzę z tym co jest w naszym dziele. Będzie więc „jarzył”, że „Conan polował w lesie na łosie i jelenie, a nie na zarwazaury”. Proces ten nazywa się „myśleniem” i niestety jest u osób czytających książki wręcz oczekiwany. Czytelnik, który dostrzeże takie błędy automatycznie straci wiarę w nasze umiejętności jako pisarza. Jeśli wymyślimy sobie np. własne kwiatki ozdobne, żeby ukryć niewiedzę co do tego, co rośnie w ogrodzie to zauważy to każdy. I będzie nas uważał za debila.

b) Uzasadniaj wszystko racjonalnie. Jeśli nie potrafisz: zmyślaj!

Czy zastanawialiście się kiedyś, co łączy ze sobą Fantasy, dzieła tak skrajnie różne, jak trylogia Tolkiena czy cykl o Conanie? Jest nią specyficzne podejście do zjawisk nadprzyrodzonych, magii, istot baśniowych etc. W odróżnieniu od wcześniejszej literatury, w której zjawiska takie traktowane były najczęściej jako symbole lub alegorie, ewentualnie z założenia niepoważne wymysły dla dzieci, tak fantasy traktuje je z pełną powagą oraz jako obiekty z krwi i kości. Wielu autorom to nie wystarcza. Oni muszą mieć wszystko napisane naukowo… Nawet mimo że nie mają ku temu żadnych podstaw.

Uczciwie mówiąc nie wiem do czego ten manewr jest potrzebny. Smoki zieją ogniem, bo zieją ogniem. Stanowią element świata przedstawionego, w zasadzie element konwencji. Nie trzeba tłumaczyć, że mają jakieś tam gruczoły ogniowe. Tak samo nie ma potrzeby wyjaśniania, dlaczego latają. Niektórzy jednak taką czują…

Połową biedy byłoby, gdyby brały się za to osoby faktycznie umiejące opracować aerodynamikę smoka. Biorą się za to jednak totalni ignoranci, którzy nie mają do tego ani wiedzy ani wyobraźni, więc zmyślają. Powstają więc kwiatki typu (autentyki) „skóra Predatora jest taka sama, jak u płazów, z tym, że nie ma łusek” (płazy nie mają łusek), „jego krew zawiera dodatkowy składnik, który regeneruje rany” (to się u człowieka nazywa „płytki krwi”) czy też „na planecie Predatorów jest więcej mórz i oceanów, niż na Ziemi, prawie jej połowę pokrywa wodą” (Ziemię woda pokrywa w 70 procentach). Efekt takich wysiłków podsumować można jako:„Smoki latają, bo lataj ą, a autor jest głupi”.

Owszem, można mówić, że się czepiam. Jednak w moich czasach ta wiedza, którą podaje była w programie nauczania 4 klasy szkoły podstawowej.

c) Bohaterowie muszą posługiwać się magią

Niekoniecznie od pierwszego tomu. Jednak któryś z głównych bohaterów w pewnym momencie musi odkryć w sobie magiczną moc, najdalej w okolicach 3 tomu. To w końcu fantasy, prawda?

Pół na pół prawda. Fantasy, bez zjawisk nadprzyrodzonych jest dość podejrzane. Jednak magia nie wydaje mi się dobrym rekwizytem dla głównego bohatera, chyba, że jej zasady są bardzo dobrze określone i opisane. Oczywiście, jest sporo dobrych fantasy, których główny bohater był pełnych praw magiem (Ziemiomorze, Harry Potter, cykl o Kedrigernie) jednak magia i podobne moce mają jedną wadę: wszechmoc. Pozwalają zrobić wszystko, co tylko zapragniesz. Jeśli nie ma widocznych ograniczeń i jasnych zasad pojawia się pytanie: co sprawia, że nie zrobimy tego, na co mamy ochotę?

Odpowiedź brzmi: nic. Tak więc bohaterowie – magowie są wszechmocni. Teleportują się, leczą rany, walczą, robią pola siłowe. W grach RPG ogranicza ich oczywiście mechanika. W książce: nie, a szkoda, nic tak bowiem nie niszczy dramatyzmu, jak wszechmocne postacie (zwykle jeszcze do tego superprzystojne).

Powody popularności magii są moim zdaniem trzy: Diablo, World of Warcraft i Totalna Ignorancja Pisarzy. Magia jako taka nie istnieje w naszym świecie, tak więc w całości można ją sobie zmyślić. O szermierce, zapasach, strzelaniu z łuku czy pistoletu trzeba coś wiedzieć (np. „jak nazywa się to ostre”), lub mieć talent do unikania odpowiedzi na głupie pytania. O magii nie trzeba…

d) Zjawiska Amerykańskiej Biedy i Hojności Stwórcy:

Twoi bohaterowie muszą oczywiście dorastać w biedzie, bo inaczej nie mogliby wypełnić modelu „od zera do bohatera”. Jak wygląda bieda przekonać się łatwo, nawet będąc Anglosasem. Jak więc Anglosasom wiadomo: biedni mieszkają w trzypokojowych mieszkaniach socjalnych, utrzymują się z zasiłków, żarcie kupują w Mac Donaldzie, bo tam najtaniej, więc od tego tyją. Nic nie robią, bo nie stać ich było na skończenie studiów, więc nie mają pracy. Do tego dochodzą też oczywiście różne patologie.

Naturalnie jestem tendencyjny: w niektórych wypadkach autor bywa w końcu na tyle otrzaskany z szerokim światem, by zdawać sobie sprawę z faktu, że są kraje w których główną przypadłością biedaków nie jest otyłość, a niedożywienie, albo tacy, którzy wiedzą, że bywają miejsca, gdzie dzieci pracują. Pozostałe syndromy pozostają jednak bez zmian.

Aby wynagrodzić bohaterom kiepski start Autor sprawia, że od tego momentu w każdym miejscu, do jakiego trafią stykać się będą z dobrobytem. Trafiacie do wojska? Obiad z siedmiu dań, atłasy i czerwony dywan już na was czekają. Zostajecie majtkiem na statku? Apartament prezydencki właśnie się zwolnił. Jesteście czeladnikiem czarodzieja? Zaraz podstawimy helikopter…

Jeśli natomiast z jakiegoś powodu postacie trafią w miejsce, w którym ich potrzeby konsumpcyjne nie mogą zostać spełnione przez ludzi z pomocą przychodzi im sama natura obfitująca (jak wiadomo) w kiełbasiane drzewa i spodniowe krzaki.

e) Świat: twój główny bohater

Jak powszechnie wiadomo Tolkien wielkim poetą był, bo stworzył wielki i niepowtarzalny świat. Jego wszyscy naśladowcy także… I chwała bym za to im przyszła, gdyby nie pisali o nich książek.

Powieść pisana przez człowieka normalnego zaczyna się od tego, że jest sobie Bohater i ma jakieś przygody. Idzie na wojnę, zakochuje się w kimś lub coś w tym guście. Powieść pisana przez autora fantasy natomiast zaczyna się od tego, że jest sobie świat i to ON ma przygody: czeka go zagłada, tudzież jakieś inne, przełomowe wydarzenie (np. rewolucja feministyczna). Jako, że o przygodach planety trudno coś napisać, to pojawiają się zaraz jacyś bohaterowie, którzy ten świat muszą uratować. Cały czas jednak gra toczy się o najwyższą stawkę i opowiada o losach tego zmyślonego świata. Nie o losach ludzi (te dzieją się w cieniu ratowania), tylko właśnie o losach planety. Oczywiście to nie musi być literalnie ratowanie świata jednak koniecznie fabuła musi traktować o jakimś momencie zmiany np. obaleniu starego reżimu, wzniesieniu nowego, odkryciu naukowym, wyzwoleniu, końcu lub początku epoki… Coś, co odmienia obraz całej krainy i nigdy nie schodzi niżej!

Powód jest prosty: o ile świat przedstawiony w normalnym dziele prozatorskim powstaje wokół głównego bohatera niejako naturalnie (ten chodzi, rozmawia, spotyka nowe osoby, zmienia miejsce pobytu etc.), tak wielu pisarzy fantasy zaczyna od końca; najpierw tworzy wielki świat, potem wrzuca weń postacie. Świat taki, by miał sens musi odgrywać jakąś, ważną rolę w opowieści (np. dojrzewać do zmiany lub być zagrożony), bo inaczej wyszłoby na to, że kawał roboty, jaki odwalił pisarz okazał się totalnie zbędny.

Jak mówiłem: bardzo trudno utożsamić się z planetą. Znacznie łatwiej z człowiekiem…

f) Musisz być k(…) oryginalny! Podmień nazwy, zastąp elfy psiogłowcami, to będziesz!

Może brzmieć to dziwnie, ale sztampowe fantasy musi być oryginalne, nie mam pojęcia dlaczego (tzn. mam, ale nie chce mi się tłumaczyć). Z jednej strony: każdy utwór należący do tego gatunku musi zawierać tajemniczą krainę, czarodziejów, smoki, kilka innych gatunków istot nadprzyrodzonych i przynajmniej jedną obcą rasę. Z drugiej: za diabła jednak (prócz ewentualnie smoków i czarodziejów, choć i to trafia się coraz rzadziej) nie mogą być to klasyczne bajkostwory w rodzaju bazyliszków, gryfów, harpii czy wilkołaków (o „bestiariuszu Tolkienowskim lepiej nawet nie wspominać). Koniecznie muszą być to pomysły autorskie.

Jednocześnie, jeśli porównamy dwie sztampowe powieści fantasy odkryjemy, że mimo nader oryginalnych bestiariuszy są one do siebie bardzo podobne. Mają niemal identyczne fabuły, takich samych bohaterów, przeżywających takie same przygody i wydostających się z identycznych tarapatów w sposób niemal bliźniaczy. Jednocześnie prześcigają sie w zupełnie niespotykanych koncepcjach świata.

Tak więc jeden z drugim tworzą podwodną rasę pół kobiet – pół ryb wabiącą w odmęty podróżnych za pomocą śpiewu, ale wcale nie będącą syrenami, tudzież siłę nadprzyrodzoną działającą jak magia, zachowującą się jak magia i mającą takie same efekty, jak magia, tylko nazywającą się jakoś inaczej i wymagającą by użytkownik raz na trzy tomy dajmy na to zjadł żelazko.

Skąd pomysł, że konieczna jest taka oryginalność nie wiem. Zasadniczo przecież odmienność świata przedstawionego nie przesądza jeszcze o genialności książki. Powieść to nie gabinet osobliwości. Jeśli nawet by tak było, to nie da się tego zbudować podmieniając nazwy.

Myślę, że przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Po pierwsze: mit Tolkiena, który „stworzył świat” każący kolejnym pisarzom próbować powtórzyć jego wyczyn. Zdaje się, że wiedzą oni, iż klonując Śródziemie nie uda im się tego dokonać, jednak nie zdają już sobie sprawy jednak, że zamieniając elfów na insektoidy tego nie osiągną.

Drugi powód to desperacka próba bycia oryginalnym. Po prostu: przy całym podobieństwie postaci, fabuły, historii i intrygi, jakie występuje w tego typu książkach autorzy muszą umieścić w swojej twórczości coś, czego nie było nigdzie indziej. Jako, że nie potrafią wymyślić nowych, fajnych postaci, intryg, dialogów, wydarzeń lub przygód (bo gdyby potrafili, ich powieść nie byłaby sztampowa), to stosują kamuflaż.

Trzeci powód to strach przed krytykami. Wielu autorów zdaje się panicznie bać łatki „kolejnego fantasy” więc umieszcza w swojej literaturze element, którym owych krytyków będzie można bić po głowie, by ujrzeli, jak oryginalny koncept wymyślili.

Co ciekawe wielu krytyków daje się na ten wybieg nabierać.

g) Nie zapominaj: fantasy NIE JEST o elfach i smokach

Fantasy jest o dorastaniu i wchodzeniu w dorosłość, a przynajmniej pierwsze trzy tomy powinny być. Jest o chodzeniu do szkoły, szkolnych znajomościach, pierwszych dziewczynach etc. Moc i inne takie to tylko metafora uzyskiwania edukacji. Smoki: metafora matury i egzaminu na studia, Orkowie: baby od chemii, Straszne Zło: tego wrednego profesora z drugiej sesji pierwszego roku, pojedynek z nim: komis we wrześniu, jego Konkubina: wrednego babska z dziekanatu…

Po drugie: nowoczesne fantasy musi koniecznie traktować o bohaterze od narodzin do śmierci, wraz z wszystkimi nudnymi elementami pośrodku. Cudem jest to, że do tej pory nie doczekaliśmy się jeszcze powieści, w której Główny Bohater przez pierwsze dwa 1000 stronowe tomy gaworzy i raczkuje…

h) Budowanie psychiki postaci:

Jak powszechnie wiadomo każda postać musi być głęboka psychicznie. Nawet, jeśli piszesz powieść, w którym ktoś przyszedł, zabił kogoś, przespał się z kimś innym i poszedł (czego de facto już się nie robi) bohaterowie muszą mieć głębię wewnętrzną, tak głęboką, jak sztolnie Wieliczki.

Głębię bohaterstwa opiera się na dwa sposoby: doświadczeniach behawioralnych i koncepcji freudowskiej. Behawioryzm, to jak wiadomo wszelkiego rodzaju traumy, Freud to jak wiadomo doświadczenia z dzieciństwa. Ego: jeśli dana postać nie ma przynajmniej trzech traum z dzieciństwa, to jest płytka jako ta kałuża… Tak więc: wszyscy muszą mieć traumy. Nawet zwierzęta bohaterów.

Po drugie: postacie koniecznie nie mogą być czarno białe. Muszą mieć w sobie coś złego i coś dobrego. Przy czym to, że ktoś zabija nie znaczy jeszcze, że jest zły. Musisz wymyślić coś naprawdę bijącego po oczach i perwersyjnego, żeby naprawdę szokować.

Po trzecie: ludzie generalnie mają popęd seksualny. By twoje postacie były prawdopodobne psychologicznie również takowy muszą odczuwać. Najlepiej szczególnie wybujały.

Zwykle ta głębia jest tak głęboka, że zmienia się w wewnętrzną pustkę.

i) Ogólne uwagi natury formalnej:

Jest to ostatnia i chyba najważniejsza rzecz, o której autor  musi pamiętać. Otóż, zasadniczo pisze on powieść fantasy. Wielką powieść Fantasy. Jak Tolkien, tylko większą. Wielkość powieści fantasy określa się przy pomocy linijki. Jeśli coś zajmuje na półce mniejszą przestrzeń, niż Władca Pierścieni jest to literatura mała, czyli niegodna prawdziwego mistrza pióra, jeśli natomiast zajmuje więcej: jest to literatura wielka. Autor, by osiągnąć pełnię artystyczną musi Tolkiena pokonać przynajmniej o jedną długość.

Tak więc: pisząc coś, co nie ma przynajmniej 6 tomów, po 800 stron każdy traci czas. Zresztą, takie dzieła to nie są powieści. To krótkie opowiadania.

Bibliografia:

Raymond E. Feist Saga o Wojnie Światów (wątek Puga)
Christopher Rowley cykl Bazil
Terry Goodkin cykl Miecz Prawdy
John Flangan cykl „Zwiadowcy”
Melissa de la Crouse „Błękitnokrwiści”
Raymond E. Feist, Wurts Janny „Tryklogia Imperium”
Elizabeth Moon cykl „Czyny Paksenarion”
Elizabeth Haydon cykl „Rhapsodia”
Tom Lloyd cykl „Królestwo Zmierzchu”
Patrick Rothfuss „Imię Wiatru”
Peter V. Brett „Malowany Człowiek”
Scott Lynch „Kłamstwa Locke Lammory” oraz „Na szkarłatnych morzach”
Robin Hobb „Złotoskóry” (czyli marny sequel dużo lepszego cyklu o Królewskim Skrytobójcy)
Michael A. Stackpole cykl „Epoka Wielkich Odkryć”
Erick Van Lustbader cykl „Perła”
Mercedes Lackey, Andre Norton „Zguba Elfów”
Robert Redick „Sprzysiężenie Czerwonego Wilka”
Jacqueline Carey cykl „Kusziel”
Mike Wilks „Wizjokrąg”
Mercedes Lackey „Trylogia Wojen Magów”
Mercedes Lackey „Trylogia Heroldów Waldemaru”
Mercedes Lackey „Trylogia magicznych wichrów”
Mercedes Lackey „Przysięgi i Honor”
Jonathan Wylie „Trylogia Słudzy Arki”
Jonathan Wylie „Trylogia Zniszczona Ziemia”
Jonathan Wylie „Trylogia Wyspa i Imperium”
Gordon J. Keyes „Z Wody Zrodzony” i „Czarny Bóg”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, Pisanina i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Jak napisać sztampowe fantasy na miarę XXI wieku: Część 1: Założenia ogólne

  1. Z ulgą stwierdzam, że się zaliczam tylko do kategorii c – mój główny bohater w rzeczy samej posługuje się Magią. Nie spełniam jednak dalszych warunków tego samego punktu bowiem u mnie Magia ma bardzo konkretne reguły, zaś moc głównego bohatera ma dodatkowo poważne utrudnienie, przez co jest bardzo kłopotliwa w stosowaniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s